Amortyzacja z powietrza? Wielu z nas w latach dziewięćdziesiątych
miało na punkcie tej technologii obsesję.
Religia AIR
Dziś Nike AIR to niemal religia. Bez wątpienia jest to duma
marki Nike, której nikt nie odważy się odebrać tego tytułu. Nikt także nie
stwierdzi głośno, że technologia ta jest nietrafiona i bezużyteczna. Jedno jest
pewne – poduszeczki wypełnione gazem, odpowiedzialne za pochłanianie energii i
amortyzację nogi zrewolucjonizowały świat sneakersów w dniu, kiedy zostały zaprezentowane
szerokiej publiczności. Miało to miejsce dużo ponad 30 lat temu, a technologia
ta nadal ma się dobrze. Nie mniejszą rolę Nike Air odegrał w modzie samej w
sobie. Wymyślenie tej technologii przemieniło domowych, ukrytych kolekcjonerów
butów w chwalących się sneakerheadów mających w posiadaniu szafę wypełnioną
masą nigdy nie założonych kicksów. Co więcej, kampania reklamowa prowadzona
przez Nike również dawała sugestię, że nosząc buty sportowe wypełnione specjalnym
powietrzem pomogą wszystkim uzyskać dużo lepsze wyniki niż profesjonalni zawodnicy.
Niestety nowoczesne badania wykazały zgoła coś zupełnie odmiennego. No cóż –
jedno trzeba przyznać – specjaliści marki Nike od marketingu odrobili zadanie
domowe i uważali na wykładach, toteż marce udało się przekonać wszystkich, iż
innowacja serii Nike Air to coś więcej niż trick i chwyt reklamowy. Jakby nie
patrzeć nadal jej się to udaje i marka z łyżwą w logo wciąż zarabia każdego
roku zawrotne kwoty sprzedając swoje powietrzne buty rodem z kosmosu.
Ale od początku…
Czy pamiętacie nadal powstanie marki NIKE? Otóż założył ją w
1964 roku gościu imieniem Phil Knight. Był on członkiem Uniwersytetu Stanu
Oregon, a na spółkę swojej firmy wybrał swojego trenera sportu – Billa Bowermana.
Wszystko miało na celu pomóc drużynie uniwersyteckiej w uzyskiwaniu lepszych wyników
sportowych. Duet miał ambicję na zapewnienie swoim podopiecznym dostępu do jeszcze
lepszych kicksów biegowych i nie tylko. Phil i Bill nazwali swoją firmę początkowo
Blue Ribbon Sport. Jej pierwszą działalnością była dystrybucja sneakersów
importowanych z Azji. Były to buty marki Onitsuka Tiger – późniejsze buty Asics.
Wkrótce potem Knight i Bowerman postanowili zdać się tylko na siebie i
zaplanowali wykonanie od A do Z własnych sneakersów. W efekcie Bowerman stworzył
buty do biegania z systemem amortyzacji, które były wzorowane na modelu Tiger
Cortez z 1969 roku. Równocześnie wraz ze swoim towarzyszem Bill zaczął pracę w
fabryce w Japonii. Ich celem było zaprojektowanie całkowicie autorskiej linii obuwia.
Duet nazwał swoją markę na nowo, nadając jej pseudonim Nike. Warto dodać, że jednym
z pierwszych modeli marki była sylwetka Nike Cortez, która znamy i nosimy po
dziś dzień.
Tymczasem w firmie Onitsuka nie mieli świadomości, że
Bowerman odważył się wykorzystać ich projekt niemal 1 do 1. Niemniej jednak wyrok
sądu zadecydował, że obie marki mają prawo do wypuszczania butów o takim samym
wyglądzie. W rezultacie NIKE sprzedawała identyczne buty, co Onitsuka, tyle że
ze swoim logo na boku cholewki. To z kolei otrzymali od miejscowej studentki -Carolyn
Davidson. To właśnie ona była matką znanej dziś dobrze na całym świecie łyżwy.
Co ciekawe, legenda głosi, że duet twórców Nike zapłacił studentce za wykonanie
projektu jedyne 35$!!! Nie bójcie się jednak o tę panią – przeszło dziesięć lat
później marka uhonorowała Carolyn pierścionkiem ze złotym logo jej autorstwa oraz
częścią aukcji firmy Nike. Wszystko na dowód wdzięczności za stworzenie
logotypu, który jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków na Ziemi.
W taki właśnie sposób zapoczątkowała się cwana tradycja reklamowa
NIKE. Zarówno Bill jak Phil mieli świadomość tego, że wcale nie muszą
sprzedawać wyjątkowych, innych niż wszystkie butów. Wiedzieli jednak, że muszą oferować
światu nowatorski pomysł i pewne obietnice rodem z przyszłości. Mieli więc
niejako mleczny start: chwytliwe i warte zapamiętania logo, referencje od wielu
sportowców oraz unikalne slogany – wszystkie te elementy utworzyły silną firmę,
której produkty sprzedawały ludziom marzenia – to było warte więcej niż ich
prawdziwe możliwości i funkcjonalność.
Nike AIR – początek wszystkiego
To, co od lat jest powtarzane przez sneakerheadów z wielką dumą
to fakt, że marka Nike podjęła współpracę z NASA nad projektem obuwia. Cóż –
był to strzał w dziesiątkę, gdyż w tamtych dziesięcioleciach prawie każdy świeży
wynalazek nawiązywał do modnych i pożądanych misji kosmicznych. Nie sposób nie
stwierdzić, że technologia Nike Air również skorzystała z tej popularności i
wykorzystała swoje kosmiczne 5 minut. Firma Nike była bowiem w pełni
zdeterminowana aby wkroczyć na rynek mody sportowej z przytupem jeszcze pod
koniec lat 70-tych. Pierwszym krokiem było stworzenie gofrowej podeszwy, którą
Bill uzyskał przez wylanie gumy do środka gorącej gofrownicy w swoim domu. Niewiele
później, bo w 1978 roku spod skrzydeł Nike wyfrunął kolejny hit: model Nike Air
Tailwind.
To właśnie ten model posiadał pierwszą wersję poduszki
powietrznej w swoim wnętrzu. Model Nike zawierał zatem nowatorską technologię stworzoną
przez inżyniera NASA imieniem Frank Rudy. Specjalnością inżyniera była
aeronautyka i formowanie gumy przy użyciu siły uderzeń. Technika ta była
wcześniej stosowana już przykładowo do stworzenia kasku astronauty podczas
misji kosmicznych. Tym razem jednak Rudy stworzył pustą w środku podeszwę, w
której znalazło się miejsce na poduszeczki z tworzywa sztucznego, w których to
skrywał się gęsty gaz – specjalna mieszanka powietrza. Frank dostał patent
swojego tworu w 1979 roku. Warto dodać, że nowa idea i marketingowy plan marki
Nike miały bazować na tezie, iż kicksy zbudowane na podeszwie z powietrzną
poduszką będą oferować pewniejszą amortyzację. Wszystko dzięki temu, że torebki
z powietrzem są trwalsze i nie ulegają zużyciu nawet po wielu godzinach, dniach
czy latach użytkowania. Wspomnimy także, że buty Nike Air były z początku oferowane
wyłącznie najlepszym, czołowym biegaczom, choć plan sprzedażowy zakładał, że wkrótce
każdy będzie miał możliwość kupić te kicksy już za przynajmniej sto dolarów.
Początkowo więc odbiorcy marki Nike i sneakerheadzi musieli dać
Nike kredyt zaufania i po prostu uwierzyć, że amortyzacja bazująca na poduszeczkach
z gazem, która była ukryta w środku podeszwy Nike Tailwind naprawdę działa i naprawdę
istnieje. Można było oczywiście rozerwać całego buta i po prostu wydobyć to, co
ukryto pod podeszwą waflową, jednak butów było jednak żal… Tak czy siak fani marki
musieli cierpliwie poczekać kilka lat, zanim marka zaproponowała kicksy ze
swoim nowym wynalazkiem, który był widoczny z boku podeszwy po obu stronach.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz