niedziela, 30 czerwca 2019

Nike AIR – czyli jak to się wszystko zaczęło


Amortyzacja z powietrza? Wielu z nas w latach dziewięćdziesiątych miało na punkcie tej technologii obsesję. 
Nareszcie mieliśmy okazję zobaczyć jak najnowszy patent Nike w rzeczywistości wygląda i działa. Wszystko oczywiście dzięki małemu gumowemu okienku umieszczonemu w podeszwie środkowej. Nagle amortyzacja stała się czymś nam bliższym i uzasadnionym, a nie tylko pustym sloganem i obietnicą producenta butów sportowych. Hype na buty Nike AirMax był tak duży, że fani marki byli gotowi kupować używane buty Air Max na targowisku. Nie jednak po po to, by je nosić z dumą, lecz by rozłożyć podeszwę na części pierwsze i przekonać się jakie są właściwości sekretnego gazy we wnętrzu buta. Zastanówmy się jednak czy Nike Air naprawdę jest aż tak nowatorskim znaleziskiem?

Religia AIR


Dziś Nike AIR to niemal religia. Bez wątpienia jest to duma marki Nike, której nikt nie odważy się odebrać tego tytułu. Nikt także nie stwierdzi głośno, że technologia ta jest nietrafiona i bezużyteczna. Jedno jest pewne – poduszeczki wypełnione gazem, odpowiedzialne za pochłanianie energii i amortyzację nogi zrewolucjonizowały świat sneakersów w dniu, kiedy zostały zaprezentowane szerokiej publiczności. Miało to miejsce dużo ponad 30 lat temu, a technologia ta nadal ma się dobrze. Nie mniejszą rolę Nike Air odegrał w modzie samej w sobie. Wymyślenie tej technologii przemieniło domowych, ukrytych kolekcjonerów butów w chwalących się sneakerheadów mających w posiadaniu szafę wypełnioną masą nigdy nie założonych kicksów. Co więcej, kampania reklamowa prowadzona przez Nike również dawała sugestię, że ​​nosząc buty sportowe wypełnione specjalnym powietrzem pomogą wszystkim uzyskać dużo lepsze wyniki niż profesjonalni zawodnicy. Niestety nowoczesne badania wykazały zgoła coś zupełnie odmiennego. No cóż – jedno trzeba przyznać – specjaliści marki Nike od marketingu odrobili zadanie domowe i uważali na wykładach, toteż marce udało się przekonać wszystkich, iż innowacja serii Nike Air to coś więcej niż trick i chwyt reklamowy. Jakby nie patrzeć nadal jej się to udaje i marka z łyżwą w logo wciąż zarabia każdego roku zawrotne kwoty sprzedając swoje powietrzne buty rodem z kosmosu.


Ale od początku…


Czy pamiętacie nadal powstanie marki NIKE? Otóż założył ją w 1964 roku gościu imieniem Phil Knight. Był on członkiem Uniwersytetu Stanu Oregon, a na spółkę swojej firmy wybrał swojego trenera sportu – Billa Bowermana. Wszystko miało na celu pomóc drużynie uniwersyteckiej w uzyskiwaniu lepszych wyników sportowych. Duet miał ambicję na zapewnienie swoim podopiecznym dostępu do jeszcze lepszych kicksów biegowych i nie tylko. Phil i Bill nazwali swoją firmę początkowo Blue Ribbon Sport. Jej pierwszą działalnością była dystrybucja sneakersów importowanych z Azji. Były to buty marki Onitsuka Tiger – późniejsze buty Asics. Wkrótce potem Knight i Bowerman postanowili zdać się tylko na siebie i zaplanowali wykonanie od A do Z własnych sneakersów. W efekcie Bowerman stworzył buty do biegania z systemem amortyzacji, które były wzorowane na modelu Tiger Cortez z 1969 roku. Równocześnie wraz ze swoim towarzyszem Bill zaczął pracę w fabryce w Japonii. Ich celem było zaprojektowanie całkowicie autorskiej linii obuwia. Duet nazwał swoją markę na nowo, nadając jej pseudonim Nike. Warto dodać, że jednym z pierwszych modeli marki była sylwetka Nike Cortez, która znamy i nosimy po dziś dzień.


Tymczasem w firmie Onitsuka nie mieli świadomości, że Bowerman odważył się wykorzystać ich projekt niemal 1 do 1. Niemniej jednak wyrok sądu zadecydował, że obie marki mają prawo do wypuszczania butów o takim samym wyglądzie. W rezultacie NIKE sprzedawała identyczne buty, co Onitsuka, tyle że ze swoim logo na boku cholewki. To z kolei otrzymali od miejscowej studentki -Carolyn Davidson. To właśnie ona była matką znanej dziś dobrze na całym świecie łyżwy. Co ciekawe, legenda głosi, że duet twórców Nike zapłacił studentce za wykonanie projektu jedyne 35$!!! Nie bójcie się jednak o tę panią – przeszło dziesięć lat później marka uhonorowała Carolyn pierścionkiem ze złotym logo jej autorstwa oraz częścią aukcji firmy Nike. Wszystko na dowód wdzięczności za stworzenie logotypu, który jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków na Ziemi.

W taki właśnie sposób zapoczątkowała się cwana tradycja reklamowa NIKE. Zarówno Bill jak Phil mieli świadomość tego, że wcale nie muszą sprzedawać wyjątkowych, innych niż wszystkie butów. Wiedzieli jednak, że muszą oferować światu nowatorski pomysł i pewne obietnice rodem z przyszłości. Mieli więc niejako mleczny start: chwytliwe i warte zapamiętania logo, referencje od wielu sportowców oraz unikalne slogany – wszystkie te elementy utworzyły silną firmę, której produkty sprzedawały ludziom marzenia – to było warte więcej niż ich prawdziwe możliwości i funkcjonalność.


Nike AIR – początek wszystkiego


To, co od lat jest powtarzane przez sneakerheadów z wielką dumą to fakt, że marka Nike podjęła współpracę z NASA nad projektem obuwia. Cóż – był to strzał w dziesiątkę, gdyż w tamtych dziesięcioleciach prawie każdy świeży wynalazek nawiązywał do modnych i pożądanych misji kosmicznych. Nie sposób nie stwierdzić, że technologia Nike Air również skorzystała z tej popularności i wykorzystała swoje kosmiczne 5 minut. Firma Nike była bowiem w pełni zdeterminowana aby wkroczyć na rynek mody sportowej z przytupem jeszcze pod koniec lat 70-tych. Pierwszym krokiem było stworzenie gofrowej podeszwy, którą Bill uzyskał przez wylanie gumy do środka gorącej gofrownicy w swoim domu. Niewiele później, bo w 1978 roku spod skrzydeł Nike wyfrunął kolejny hit: model Nike Air Tailwind.

To właśnie ten model posiadał pierwszą wersję poduszki powietrznej w swoim wnętrzu. Model Nike zawierał zatem nowatorską technologię stworzoną przez inżyniera NASA imieniem Frank Rudy. Specjalnością inżyniera była aeronautyka i formowanie gumy przy użyciu siły uderzeń. Technika ta była wcześniej stosowana już przykładowo do stworzenia kasku astronauty podczas misji kosmicznych. Tym razem jednak Rudy stworzył pustą w środku podeszwę, w której znalazło się miejsce na poduszeczki z tworzywa sztucznego, w których to skrywał się gęsty gaz – specjalna mieszanka powietrza. Frank dostał patent swojego tworu w 1979 roku. Warto dodać, że nowa idea i marketingowy plan marki Nike miały bazować na tezie, iż kicksy zbudowane na podeszwie z powietrzną poduszką będą oferować pewniejszą amortyzację. Wszystko dzięki temu, że torebki z powietrzem są trwalsze i nie ulegają zużyciu nawet po wielu godzinach, dniach czy latach użytkowania. Wspomnimy także, że buty Nike Air były z początku oferowane wyłącznie najlepszym, czołowym biegaczom, choć plan sprzedażowy zakładał, że ​wkrótce każdy będzie miał możliwość kupić te kicksy już za przynajmniej sto dolarów.




Początkowo więc odbiorcy marki Nike i sneakerheadzi musieli dać Nike kredyt zaufania i po prostu uwierzyć, że amortyzacja bazująca na poduszeczkach z gazem, która była ukryta w środku podeszwy Nike Tailwind naprawdę działa i naprawdę istnieje. Można było oczywiście rozerwać całego buta i po prostu wydobyć to, co ukryto pod podeszwą waflową, jednak butów było jednak żal… Tak czy siak fani marki musieli cierpliwie poczekać kilka lat, zanim marka zaproponowała kicksy ze swoim nowym wynalazkiem, który był widoczny z boku podeszwy po obu stronach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz